393 dni
8H 5M 17S

REGATY POLONEZA KALENDARZ

lipiec »

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

NEWS
06.01.12
- Regaty Polonez Cup Sailnews
« POWRÓT

Kolejna relacja uczestnika Regat Poloneza


Regaty o Puchar Poloneza rozpalały wyobraźnię żeglarzy w latach siedemdziesiątych. W tamtym czasie wyrwać się na morze nie było łatwo. Do startu w regatach samotników dopuszczano tylko żeglarzy ze stopniem kapitana jachtowego. Kilkudziesięciu z nich dostało szansę spróbowania, jak smakuje samotne żeglowanie. Wielu uczestników tych regat później startowało w oceanicznych regatach lub płynęło dookoła świata. Po 10 edycjach nastąpiła długa przerwa.
O projekcie wznowienia tych regat dowiedziałem się na Targach Żeglarskich w Szczecinie. Szybko okazało się, że za projektem poszły realne działania. Wznowiono i zarejestrowano Klub Żeglarzy Samotników, dotąd działający jako nieformalna grupa. Przyszli „starzy" członkowie, przyjęto kilku nowych - już niekoniecznie ze stopniami kapitańskimi, lecz z doświadczeniem.
Najważniejsze, że znowu wystartowały regaty. Odnalazł się nawet tradycyjny Puchar Przechodni. Mieszkając w Ustce niewiele mogłem przyczynić się do przygotowania tych regat. Postanowiłem jednak wystartować, chociaż nigdy regatami nie interesowałem się. Nawet start w regatach „Unity Line" zawsze traktuję jako spotkanie towarzyskie. Jedyną ambicją w tym wypadku jest staranie się o to, aby ukończyć regaty. Cóż, moja „Holly" jest nie tylko najmniejsza, ale i obładowana wyposażeniem turystycznym, zapewniającym samowystarczalność przez cały sezon.
Regaty w 2010 roku skończyły się dla mnie niepowodzeniem. Chociaż napotkany w powrotnej drodze z Christianso sztorm pewnie nie przekroczył 8 B, to jednak skutecznie zagrodził mi drogę w kierunku Świnoujścia. Nawet gdy z czasem osłabł do 6 B, to i tak żeglowanie pod taki wiatr nie mogło być skuteczne. Zdecydowałem się popłynąć baksztagiem do Darłówka i tam poczekać na zmianę zachodniego wiatru na bardziej sprzyjający w dotarciu do mety. Niestety, wiatr nie zmieniał kierunku i prognozy nadal zapowiadały wiatry zachodnie. Zrezygnowałem z ukończenia regat i popłynąłem do Ustki. Tuż przed portem dogoniła mnie potężna burza, która mocno narozrabiała na całym naszym Wybrzeżu.
Na Regaty Poloneza w 2011 roku zgłosiłem się z nadzieją, że tym razem sztormy mnie ominą. Początek regat nie zapowiadał się źle. Wystartowałem jako jeden z pierwszych. Wiało z baksztagu i wiele jachtów od startu ruszyło na genakerach. Ja płynąłem na zwykłych żaglach i tylko obserwowałem, jak stopniowo mijają mnie ci, którzy później wystartowali. Pod wieczór wiatr gdzieś znikł i za rufą o milę miałem tylko jeden jacht. Po bokach i z przodu widać ich było kilka. Gdy ponownie przyszły podmuchy z baksztagu, i ja postawiłem genakera. Pomogło, doganiający mnie jacht został w tyle i zniknął w zapadających ciemnościach. Genakera niosłem kilka godzin i dopiero coraz silniejszy wiatr zmusił mnie do zastąpienia go genuą.
Poranek zastał „Holly" samotną; wokół pusto, ani jednego żagla na horyzoncie. Zniknął nawet ten, którego wieczorem zostawiłem za rufą. Silny, północno - zachodni wiatr dość skutecznie bronił mi zbliżenia się do Christianso; minąłem wysepki o kilka mil i nadal piąłem się do góry, aby móc je wyminąć z drugiej strony. Deszczowe szkwały utrudniały żeglowanie. Dopiero gdy byłem wyżej niż północny cypel Bornholmu, po zwrocie dziób mojego jachciku wskazywał na Svaneke. Minąłem lewą burtą wysepki. Im bliżej Bornholmu, tym wiatr słabszy. Na trawersie Svaneke złapała mnie flauta. Opuściłem żagle i czas wykorzystałem na przygotowanie pierwszego gorącego posiłku. Jednak o spaniu nie było mowy - ląd był zbyt blisko.
Czwartek, 18 sierpnia
Było jeszcze ciemno, gdy pojawił się wiatr. Zrazu słaby, jednak jego siła rosła. Kierunek był dobry i prawie półwiatrem płynąłem w kierunku Świnoujścia. Jednak w miarę wzrostu siły wiatru zmieniał się też jego kierunek. Musiałem zrezygnować z żeglowania prosto na metę, jednak miałem nadzieję dotarcia do Rugii i spłynięcia w dół pod osłoną jej brzegów. Niestety, wiatr nadal kręcił i wraz z nim „Holly" zwracała się coraz bardziej ku północy. Płynąłem w przejście między Rugią a Danią, później w Sund, a na koniec do Szwecji. Po zwrocie dziób celował w Dziwnów, ale biorąc pod uwagę dryf i tam nie miałem szans dotrzeć. Przy zmianie halsu szekla zatrzaskowa zaczepiła się o wantę, otworzyła się i szot genui opadł na pokład. Ponowne założenie szota nie było takie proste; aby dosięgnąć rogu szotowego, musiałem stanąć na koszu dziobowym. Nie jest to takie proste w czasie sztormu. Po kilku próbach dokonałem tego, ale kosztowało to wiele wysiłku.
Piątek, 19 sierpnia
Wiatr osiągnął siłę sztormu i jedynym wyjściem było trzymanie się daleko od lądu. Nie było to trudne, bo płynąłem środkiem Bałtyku. Aby trochę odpocząć, stanąłem na dryfkotwie wypuszczonej z rufy. Ten sposób pozwala w dużym stopniu sterować kierunkiem dryfu, mniej więcej po 20 stopni na każdą z burt. Za dryfkotwę posłużyły mi trzy odbijacze. Ściśle związane za ucha, utworzyły trójkąt stwarzający duży opór w wodzie. Dobrze, że przed wrzuceniem dryfkotwy do wody linę przepuściłem przez kabestan i zaknagowałem, bo utrzymanie jej w ręce było niemożliwe.
Uwiązałem rumpel tak, aby jachcik stopniowo zbliżał się do polskiego wybrzeża. Po schowaniu się w kabinie dopiero poczułem, jak bardzo jestem zmęczony. Nie miałem nawet siły aby przebrać się w suche ubranie i zdjąć gumowce. Zmusiłem się tylko do sprawdzenia pozycji. Bezpiecznie, mogę tak dryfować nawet do schronienia się za Rozewiem. Musiałem jednak wstać, bo odwiązał się rumpel i latał z burty na burtę. Wychodząc załapałem się na falę, która dodatkowo mnie przemoczyła. Jednak również dodała mi trochę energii, bo po powrocie do kabiny przebrałem się w suche ubranie. Podparłem też maszt deską, bo nowo zrobiona gródź podmasztowa nie wytrzymała i nadbudówka pod masztem zaczęła pękać. A w Świnoujściu koledzy grillują ...
Sobota, 20 sierpnia
Piątkowa noc i sobotni poranek to chyba kulminacja sztormu. W zeszłym roku też trafiłem na 10 B i sztormowałem od Łeby do Władysławowa. Wtedy jednak było pochmurno i co chwila zacinał deszcz. Widoczność była słaba. Teraz od rana świeci słońce. Co jakiś czas odsuwam suwklapę i przyglądam się sztormowym falom. Wielkie, prześwietlone jaskrawym słońcem, wyglądają jak na niektórych obrazach Ajwazowskiego. W południe zatrzymuje się na prawym trawersie jakiś statek. Widocznie obserwuje, czy nie potrzebuję pomocy. Daję znaki, że u mnie wszystko w porządku. Dopiero po jego odpłynięciu przypomniałem sobie, że pewnie wywoływał mnie na radio.
Obserwując fale w pewnej chwili usłyszałem szum i „Holly" wyraźnie zaczęła unosić się wyżej. Dookoła jachtu widać było pianę do wysokości pokładu, niczym w wannie. Później zjazd w dół niczym w windzie i widzę oddalającą się falę, przynajmniej o połowę wyższą od innych.
Po południu daje się odczuć osłabienie sztormu. Przelotny deszcz zakończony piękną tęczą jakby zabrał mu siłę. Sprawdzenie pozycji pokazuje, że mam 20 mil do Darłówka. Na komórkę za daleko, ale radio odbiera czysto. Zawiadamiam Kapitanat, że u mnie wszystko OK i sztormuję. Poprosiłem o przekazanie tej wiadomości dla Krzysia Krygiera i Romka Kwiatkowskiego, oraz o zawiadomienie Komendy Poligonu, że mogę zahaczyć o ich akwen. Wszystko przekazali. Obawiałem się, aby Krzysztof nie zaczął jakiejś akcji ratowniczej. Później dowiedziałem się, że Radio Witowo i SAR podawały jakieś komunikaty o poszukiwaniu „Holly".
Po minięciu Darłowa wiatr na tyle osłabł, że wyciągnąłem dryfkotwę i zacząłem płynąć pod zarefowaną genuą. Sterowałem tak, aby na wysokości Ustki mieć możliwość wyboru: mieć przestrzeń do dalszego sztormowania lub wpłynąć do portu. Za Jarosławcem fala wyraźnie zmalała. Ściąłem trochę poligon i skierowałem się na południe - do Ustki.
Niedziela, 21 sierpnia
Przed Ustką zatrzymałem się, aby wszystko przygotować do wejścia do portu. Odbijacze gotowe do przerzucenia , cumy przygotowane, silnik na małych obrotach. Jest niedzielna noc, więc mała szansa, aby ktoś pomógł mi przy cumowaniu. Wchodzę do portu na pełnej genui i maksymalnych obrotach silniczka. Trochę bryzgów w przyboju i jestem w porcie. Zwijam żagiel i powoli wpływam do Basenu Węglowego. Jest druga w nocy. Na galeonie dudni dyskoteka, chcąc zagłuszyć konkurencyjną z drugiej strony portu. Na jachcie wszystko mokre - pobieżny klar i idę spać do domu.
Zakończenie
Po raz drugi nie udało mi się ukończyć Regat Poloneza. Oczywiście, mogę mieć satysfakcję, że po raz drugi trafiając na 10 B, jednak wróciłem do portu. Coraz częściej jednak słyszę od kolegów, że jeśli gdzieś płynę, to z pewnością będzie tam sztorm. Nawet Jurek Kuliński dodał mi z tego powodu ksywkę „Gale". Może rzeczywiście na nią zarobiłem? Ale daję słowo - ja sztormów nie szukam ...
Edward „Gale" Zając

Dopiszę jako organizator kilka słów komentarza:

Edek Zając zgłosił się po raz trzeci i wszyscy trzymamy kciuki aby na swoim najmniejszym jachciku regat ukończył w całości trasę :)

Co do edycji 2011 - oczywiście martwiliśmy się o Edka bo przez dwa dni nie mieliśmy od niego żadnej informacji, zniknął z monitoringu w połowie trasy do Świnoujścia i czekaliśmy aż się pojawi. Trzeba przyznać że podczas tej edycji Edek miał wyjątkowego pecha - zabrakło mu około pół doby aby ominąć sztorm, który przyszedł bardzo szybko. Wczesniej w prognozach nie było o nim mowy. Jeśli żeglowałby na większym jachcie zdążyłby do portu w Świnoujściu. Sprawdza się tu zasada że nie tylko sama dzielność jachtu jest ważna, może nawet bardziej wazna jest możliwość szybkiej ucieczki przed sztormem do portu i możliwość szybkiego aktywnego żeglowania w warunkach sztormowych. Oczywiście wielkość jachtu tu również ma znaczenie.

Co do akcji ratunkowej Sztorm był na tyle mocny, że jako organizator regat poinformowałem SAR z prośbą o monitoring i poszukiwanie Edka i Holly bez rozpoczynania akcji ratunkowej. Niebawem nadeszły dobre informacje że Edek jest cały i zdrowy w okolicach Darłowa.

Krzysztof Krygier - organizator

Więcej informacji: www.regaty-poloneza.pl

2011 Edward Zając Regaty Poloneza i inne fotografie

back

Kopiowanie i powielanie treści portalu wymaga zgody redakcji Zapoznaj się z regulaminem

 

Zamknij okno [x]

REJESTRUJ

ZAPOMNIAŁEŚ HASŁA?

E-mail:

REDAKCJA SAILPORTAL.PL

bluefin"at"interia.pl

Telefon komórkowy:

+48 601 233 434

Formularz Kontaktowy



Imię i nazwisko
*  E-mail
*  Temat wiadomości
*  Treść wiadomości

* pola obowiązkowe
Aby wysłać formularz wpisz hasło z obrazka
obrazek






Zamknij okno [x]

X