391 dni
15H 31M 11S

REGATY POLONEZA KALENDARZ

lipiec »

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

NEWS
21.09.11
- Regaty Polonez Cup Sailnews
« POWRÓT

Relacja Krystiana Szypki - Regaty Poloneza 2011


Poniżej kilka słów ode mnie i zdjątka samotnicze ;)

Pozdrowienia

 

RELACJA Z ZAPLECZA PELETONU ;-)

Bardzo chciałem wystartować, zgłosiłem się pierwszy, organizator przydzielił mi „jedynkę" i czułem, że nie mogę się nie pojawić na starcie pomimo, że 3 tygodnie przed startem moja łódka stała pod Gibraltarem.

Po naprawdę męczącym rajdzie dookoła Europy Zachodniej „Sunrise" przycumował w Świnoujściu... na 2 godziny przed odprawą zawodników w tawernie. Najgorsze było to, że padając na twarz miałem jeszcze sporo do zrobienia, więc kiedy po 3 godzinach snu zadzwonił budzik było mi bardzo ciężko się pozbierać - ale chłopaki nie płaczą. Miałem żagle już bardzo wypracowane po tym rejsie (na szybkiego poszyta ręcznie genua, wcześniej dwukrotnie rozdarta w sztormach i idący na resztach sił grot), do tego zmotany baksztag po zerwaniu jednej ze stalówek i autopilot po wypadku. Oczywiście pod pokładem kilka żagli dodatkowych, sztormowe, spinakery więc wiedziałem, że w razie draki mam backup. Z racji mojej kondycji założenie już na starcie było jednoznaczne: ukończyć regaty w całości bez nadmiernego forsowania jachtu i mierząc siły na zamiary. Zaczęło się kiepsko, chwila nieuwagi i na głowę spadł mi drugi z baksztagów, tyle że zerwanie nastąpiło przy maszcie, w związku z czym start wykonałem na mocno zarefowanym grocie. Mimo wszystko wydawało mi się że ruszyłem żwawo - dopóki nie wyprzedził mnie w pięknym stylu Marek na Kiwi.. Wtedy jasne było, że idę słabo i trzeba kombinować. Kilka godzin później flauta umożliwiła mi dokonanie prowizorycznego zabezpieczenia takielunku i postawienie więcej żagla, ułożyłem się w kokpicie i.. obudził mnie szum żwawo poruszającego się jachtu. Ponieważ łódka podążała kursem na północ przyjąłem to za znak z nieba i wbrew logice ruszyłem wzdłuż zachodniego wybrzeża Bornholmu. Postawiłem wytyk na gieni i w końcu zacząłem osiągać przyzwoita prędkość. Rankiem na trawersie miałem Ronne a popołudniem ciąłem na Christansoe połówką. A potem było już kiepsko, kolejna nieuwaga i autopilot obraził się na moją niezdarność, stojąc w dryfie bawiłem się w młodego elektronika i wyrywałem z płytki spalone kondensatory oraz bawiłem się w orgiami sklejając mozolnie pęknięty żyrokompas autopilota. O dziwo po ponownym podłączeniu okazało się że autohelm po prostu działa i to całkiem nieźle.  Powrót zachodnią stroną wyspy miał być prosty - ile się da w stronę Sassnitz i drugim halsem do domu, jadąc najostrzej jak się da po „poboczu autostrady" ciągnąłem aż do kolejnego niekontrolowanego zaśnięcia, wtedy zmieniłem strategię po raz kolejny dając pierwszeństwo bezpieczeństwu. Zwrot i hals w stronę Ronne, niestety bliżej wyspy znowu wpadłem we flautę więc do świtu ciągnąłem się w tempie 2-3 węzłów na pełnych żaglach. Nad ranem dmuchnęło i zaczęło mnie pchać prosto w kierunku Świnoujścia więc nadzieja odżyła, że kolejnej nocy już nie spędzę na redbullach (których mój organizm i tak już nie przyjmował). Wraz ze słońcem postawiłem nawet spinakera (cholernie duży kawał szmaty jak na moje możliwości w tym momencie, o czym przekonałem się po paru godzinach walki a zwłaszcza przy jego gaszeniu..). Potem kolejna frustrująca flauta, kolejne „niekontrolowane zejścia świadomości" i coraz silniejsze chwile zwątpienia.. Aż wreszcie 40mm od mety znowu powiało i o 20.30 na trawersie pojawił się mój ukochany wiatrak, mało tego usłyszałem „trąbę sędziego" co oznaczało, że jeszcze chciało im się czekać na mnie ;-) Wiedziałem, że popłynąłem kiepsko i jachtu nie zdążyłem odpowiednio przygotować (nie odciążony, nie oczyszczony poniżej linii wody po długim rejsie, za mało pracy na żaglach i kiepsko obrana taktyka trasy) ale byłem bardzo szczęśliwy, że po raz  drugi udało mi się ukończyć te wspaniałe regaty. Rok wcześniej mijając metę w głowie huczało mi „nigdy więcej", teraz wiedziałem że na pewno chcę wystartować w kolejnej edycji - tyle, że w kolejnej muszę być razem z jachtem w lepszej formie i w końcu powalczyć z wyjadaczami-regatowcami, bo w końcu dorobię się banera „Koniec Wyścigu" na rufie a tego mojemu „Sunrise'owi" zrobić nie mogę.

2011 Regaty Poloneza - Fotografie Krystiana Szypki

back

Kopiowanie i powielanie treści portalu wymaga zgody redakcji Zapoznaj się z regulaminem

 

Zamknij okno [x]

REJESTRUJ

ZAPOMNIAŁEŚ HASŁA?

E-mail:

REDAKCJA SAILPORTAL.PL

bluefin"at"interia.pl

Telefon komórkowy:

+48 601 233 434

Formularz Kontaktowy



Imię i nazwisko
*  E-mail
*  Temat wiadomości
*  Treść wiadomości

* pola obowiązkowe
Aby wysłać formularz wpisz hasło z obrazka
obrazek






Zamknij okno [x]

X